Cisza stepu

Przestrzeń. Przejrzystość. Zapętlający się dźwięk kół, który przy zatrzymaniu przemienia się w wpływającą przez uszy ciszę. Ciszę, która otula ciało miękkim polarem i pokazuje jak daleko jesteś od tego wszystkiego, przed czym uciekałeś. To ten typ ciszy, kiedy bierzesz głęboki wdech, jakbyś chciał złapać w płuca jak najwięcej z otoczenia. Gdyby tylko dało się tym pięknem zarazić. To taki rodzaj ciszy, że obracasz głową dookoła i w myślach klepiesz po ramieniu z zadowolenia. A na twarzy rozciągasz usta. Ciszę zaczyna wypełniać delikatny szum traw i krążące nad Tobą pojedyncze ptaki. Błękitny pastel nieba rozciąga się nad głową, schodzi ku horyzontowi, gdzie zlewa się z wiszącą nad ziemią purpurą. Trawę ktoś wcześniej posypał złotem, a pojedyncze krzewy musnęła bordowa farba. Lekki dreszcz przechodzi z karku wzdłuż kręgosłupa. Szkliste oczy czekają na pierwszą łzę. Łzę, która podczas swojej podróży po skórze będzie odbijała piękne dzieło sztuki. Niesamowitą galerię, którą stworzyła Matka Natura. Kazachski step.

Żegnający dzień daje teraz zagrać nocnemu niebu. Pełne jasno świecących indywidualności, które nie znaczyłyby tyle, gdyby nie otaczające je siostry. Tworząca półkole Droga Mleczna, most między dwoma odległymi galaktykami. Rozgwieżdżone niebo od milionów lat jest świadkiem historycznych momentów, powiernikiem historii. W swojej głębi kryje też wozy, wielką niedźwiedzicę ze swoją małą, lwa, Kasjopeję, rzeźbiarza czy nawet smoka. Kryje także wszystkie niespełnione pragnienia i skryte marzenia. Każdej nocy leżymy razem wpatrzeni w górę, jak w magiczne lustro, które pokazuje szczęśliwą przyszłość. Ale sprawia także, że teraźniejszość jest niezwykła.

Kazachska jesień Cię wzrusza. Przestajesz patrzeć na licznik rowerowy, bo zrobione kilometry, jak i wyciągany czas zlewają się i tracą znaczenie. Ty za to jedziesz w błogostanie i prosisz  pamięć, aby naszkicowała jak najlepiej widziany obraz i zrobiła tysiąc kopii. Co jakiś czas wyciągasz też aparat, jednak za każdym razem tej czynności towarzyszy westchnięcie. Westchnięcie bezradności i ulotności piękna, bo przecież zdjęcie nie odda w stu procentach aury, w której teraz jesteś. A jesteś w aurze oczyszczenia, wdzięczności za to, co wydarzyło się za Twoimi plecami i otwartości na ten bezkres, który jest przed Tobą. Ale najważniejsze, że zaczynasz docierać do siebie, rozumieć i układać. I że tym wszystkim myślom dajesz przepłynąć, aby zostało „tu i teraz”. Bo uważność jest ważnym kluczem w tej układance.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *