Jak często wracasz do domu?

Wyjście z domu z zawieszonym na ramieniu plecakiem kojarzy się z wolnością. Miesiące spędzone z dala od wszystkiego co znane smakują spełnieniem, wieją we włosy świeżością i muskają skórę ciepłem.

Podróż. A co z powrotem do domu?

Podczas wyjazdu wiele z nas niechętnie myśli o momencie, w którym przyjdzie czas na pakowanie wzorzystych spodni, pełnych kolorów tęczy pamiątek i.. zapukanie do drzwi domu.

Inaczej jest jednak z wewnętrznym domem, z duszą. To powrót do tego ukrytego za skórą, raz grubszą i odporną, a raz cienką i słabą, wywołuje u nas falę ożywienia. Jakbyśmy na nowo zaczęły żyć. Jakby ktoś zdjął nam czarną chustę z oczu po milionie dni i nocy spędzonych w piwnicach, a oczom ukazał się obfity w zieleń i życie krajobraz.

Do tego domu potrzebujemy wracać, kiedy nas wołają. Jak dzieci, gdy zjawia się obiad. Potem już jest za późno. Obiad jest za zimny albo zjedzony przez kogoś innego. Potrzebujemy przyjść, kiedy nas wołają. Tylko że wiele kobiet nie przychodzi i głoduje. Głodują dzień, dwa, miesiąc, pół roku czy nawet lata. Głód duszy je wysysa. Stają się cieniami samej siebie, zgadzając się na wszystkie potrzeby, tylko nie swoje. Robiąc to, czego nie chcą, żyjąc tym samym wyłącznie dla innych. Ich skóra jest blada, włosy kruche, a w oczach nie pali się iskra. Przechodzą między ludźmi niezauważone. Wegetują, nie żyją.

Czy miałaś kiedyś tak, że w twoim wnętrzu się gotowało, żarzył się ogień wulkanu, ale zamiast krzyczeć, zaciskałaś zęby? Pomyśl kiedy to było. Jeśli dawno, to być może przestałaś już zupełnie walczyć. Przyzwyczaiłaś się do bólu i łagodnej nijakości, która wsiąkła w ciebie jak w gąbkę.

Kiedy byłaś ostatnio w domu?

Pomyśl kiedy ostatnio zrobiłaś coś dla siebie, tylko dla siebie. Kiedy zabrałaś się na randkę, z ciekawością pytałaś o pasje, które zabierają cię w chmury i z tym samym zainteresowaniem słuchałaś co masz do powiedzenia. Kiedy pozwoliłaś sobie tworzyć, pisać, malować, śpiewać czy grać, wywieszając tabliczkę z napisem nie przeszkadzać. Kiedy pozwoliłaś sobie na sen wtedy, kiedy tego potrzebowałaś, a nie kiedy już Ci pozwolili. Kiedy z uważnością wsłuchiwałaś się w otoczenie i w siebie? Kiedy dotykałaś swojego ciała i wnętrza?

Do domu możesz wrócić na chwilę. Możesz też na dłużej. Powinnaś być w domu tyle, byś mogła ze spokojem znowu odejść i wnieść swoją energię w codzienność. Powinnaś wiedzieć, że na czas twojego powrotu, wszystko będzie funkcjonować jak trzeba. Każdy sobie poradzi. Każdy będzie radził sobie lepiej, gdy Ty będziesz sobą. Ale ty nie poradzisz sobie bez skóry, z której cię obedrą.

 

Ja wracam do domu gdy zatapiam się w kolejnej stronie książki. Gdy zapalam kadzidło, świece i leżę wpatrując się w ciepło zmieszanej pomarańczy i czerwieni i wdycham unoszący się w pokoju kokos. Gdy przelewam emocje na litery lub słucham duszy zaklętej w muzyce. Gdy idę na spacer i zauważam pojedyncze pęki i liście. Gdy wskakuję na rower i jadąc przez las podnoszę w górę głowę i wpatruję się w korony drzew, które próbują złapać słońce. Gdy dotykam swojego ciała i poruszam nim w rytm, który nadaje mu serce. Gdy idę za jego głosem, nawet gdy inni mówią nie.  Gdy stwierdzam, że jedyne czego chcę, to rozciągnąć na łóżku i leżeć osłonięta kołdrą.

Jak tobie smakuje powrót do domu? Po który klucz sięgasz, by do niego wejść?

 

Jeden komentarz

  1. Pingback: Leśne wiedźmy w koronach i z koszami pełnymi poziomek -

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *