Jak zacząć pisać?

Pamiętam swoje początki pisania. Przypominają mi zresztą o tym pytania, które co jakiś czas dostaję. Jak zacząć pisać? Jak w ogóle cokolwiek napisać?

A więc uwaga, będzie porada. Z pewnością niespodziewana, kontrowersyjna, ubrana w szpilki, umalowana w czerwoną szminkę. A więc:

Po prostu pisz!

Dobra, wiem – wydaje się kijowa. Nie zdziwię się, jeśli w głowie pojawiła ci się myśl, aby zamknąć stronę i stwierdzić, że zdurniałam. Ale może jednak gdzieś tam pod skorupką czujesz, że cholera, coś w tym jest?

 

jak zacząć pisać?

Po prostu piszę…

Od grudnia spotykam się z paroma dziewczynami na spotkania pisarskie. Rozmawiamy, naprawdę dużo rozmawiamy, ale dużo też piszemy. W trakcie spotkania oraz odrabiając prace domowe i czytając je później w kawiarni. Chwilę myślałam nad nazwą tych spotkań (wykorzystałam przy tym pulę pytań do przyjaciela), ale ostatecznie wybrałam Po prostu pisz. Bo kurde, o to w tym wszystkim chodzi. Ciężko praktykować coś, co robię raz na pół roku. Trudno w ten sposób ćwiczyć warsztat, więc pozostaje mi po prostu pisać. Ot tak. Nie muszę do tego specjalnego uniformu, zespołu badaczy, złotego biurka i magicznego atramentu. Ten moment,w którym jestem i co mnie otacza, jest wystarczające. Ok, czasami warto też posprzątać.

…śmieci?

Szukajac czegoś dla dziewczyn z grupy, wpadłam na mądre słowa Stevena Savile’a, który mnie popiera. A może ja go popieram – kto by się czepiał. Sprawdź, czy ty się zgadzasz.

Pisz. Nawet jeśli masz zły dzień i uważasz, że piszesz śmieci. Pisz. Ponieważ tysiąc pięćset złych słów można poprawić. Nie możesz za to poprawić tego, czego nie napiszesz. Świetny pomysł w twojej głowie jest bezwartościowy. Świetny pomysł źle wyrażony na papierze może być poprawiony. Więc pozwól sobie pisać śmieci. Wszyscy to czasem robimy. Czytelnicy nie widzą różnicy między słowami napisanymi pod wpływem pasji, kiedy słowa po prostu płyną a między słowami, które się poleruje tygodniami z bólem jak przy wyrywaniu zębów.

Auć. Mocno!

Powiem więcej – czytelnicy widzą różnicę miedzy napisanymi słowami, a tymi w twojej głowie. Te pierwsze mogą przeczytać. Tych drugich nie (chyba, że masz doczynienia z telepatą).

Spróbuj więc pisać śmieci. Może okaże się, że jesteś najbardziej utalentowanym pisarzem śmieci! A może jednak, dziwnym trafem, ktoś wygrzebie z tych śmieci zlepek słów i uzna, że są wspaniałe i chciałby podzielić się nimi dalej? Taki recykling słów! A może jeszcze lepiej, ktosiów będzie więcej i wspólnie stwierdzą, że powinnaś pisać więcej?

Nastawienie

W pisaniu dla mnie chodzi przede wszystkim o nastawienie. Pewnego dnia przełamałam się i zaczęłam pisać. Mogłam jednak poddać się mniej więcej 2133 razy, bo tyle właśnie dni minęło od momentu kiedy kliknęłam palcem w klawiaturę. Conajmniej 2133 szanse. Każdego dnia jedna, a nawet więcej. Gdybym się jednak poddała, nie miałabym obecnie w pisarskiej walizce całej masy tekstów. I owszem, część z nich mogłabym wyrzucić do kosza, ale przestałam myśleć o nich w tych kategoriach. Są w końcu efektem deycji: robić, a nie gdybać. Uwielbiam jednak podróżować po tych tekstach, bo WIDZĘ progress, zmianę. Nabieram dystansu i w całej stercie tekstów znajdę te, które naprawdę lubię. Jestem swoim czytelnikiem i jestem z tego zadowolona!

Czy jest więc coś, co pomogło mi robić, a nie jedynie marzyć o pisaniu?

jak zacząć pisać?

Na początek

* Zaczęłam od czegoś prostego. Wyjechałam z chłopakiem na trzy miesiące i po prostu opowiadałam o tym, co się działo, co widzieliśmy i jakie uczucia mi towarzyszyły. To była moja bezpieczna baza, w której umiałam w jakiś sposób się poruszać.

* Piszę małymi kroczkami. Ok, z perspektywy czasu obecne kroki są może trochę dłuższe niż dziecięce, jednak mózg lubi gdy słoniowe zadania kroi się na kawałki. Tak właśnie działam z pisaniem- układam sobie pomysł na tekst, gdy potrzebuję, wypisuję skojarzenia/robię mapę myśli, a potem piszę, chociaż parę zdań. Nie nakładam na siebie presji, aby stworzyć tekst 2 godziny i 59 minut. Ba, nawet w jeden dzień. Inaczej jest trochę w pracy, ale w moim twórczym laboratorium zależy mi przede wszystkim na tym, aby podejść do biurka i pisać. Chodzi o stworzenie nawyku. Jeżeli uda mi się skończyć za jednym razem – super. Ale nic się nie stanie, jeśli rozłożę to na parę dni. Alert – to może być jednak dla niektórych prosta droga do rozwlekania w czasie i ociągania. Nie dam ci recepty, oprócz takiej, żeby poznać siebie. Ja po latach, widzę już w wielu sytuacjach, kiedy po prostu ściemniam sama przed sobą, a kiedy faktycznie potrzebuję czasu.

* Piszę poranne strony – o porannych stronach już pisałam tutaj. Jeśli boisz się pisać o czymś konkretnym, na dany temat, boisz się, że będzie to kiepskie, spróbuj może zacząć od pornanych stron. W ten sposób ja przynajmniej stworzyłam u siebie nawyk i rozbudziłam kreatywność.

* No właśnie – jeśli chcę pisać, to robię z tego codzienny nawyk. Znajduję na to czas, wyławiam z rzeki obowiązków i przyjemności. Wyłuszczam, pogrubiam, zauważam. I po prostu piszę.

*Noszę ze sobą notatnik albo notuję w telefonie! Chłopaki z Paktofoniki dobrze rapowali, bo chwile, jak i myśli są ulotne. Sama porafiłam wyskakiwać spod prysznica, aby coś zapisać. Jeżeli złapie Cię fajna myśl, dobrze ją złapać na papierze lub w telefonie. Ciężko ją potem dogonić, jak odbiegnie za daleko!

Struktura i nawyki

* Nadaje sobie potrzebną dyscyplinę. Potrzebuję dyscypliny – może nie cały jej worek, ale dwie płaskie łyżki są jak najbardziej okej. Ustalam sobie, że w tym tygodniu/dniu zrobię to i dodaję do tego bufor czasowy na pewne życiowe krzaczki, czy problemy. Ustalam, że dzisiaj napiszę X słów albo że te X słów dziennie będę pisać przez tydzień.

*Stworzyłam sobie fabrykę słów, czyli laboratorium, w którym piszę. Możesz wyobrazić sobie jak ta fabryka by wyglądała (to już jest jakieś pisanie!) i zastanów się czego potrzebujesz, aby dogodnie pisać. Spokoju? Ciszy? Muzyki na słuchawkach? Słońca za oknem, czy raczej księżyca? Komputera, czy notatnika i ulubionego długopisu? Zadawaj sobie pytania, notuj i ustal, jakie warunki cię wspierają, a przy okazji, które przeszkadzają. A potem… baw się! Wchodź do fabryki, wyłączaj telefon, znikaj dla świata offline i online. W końcu siedzisz w laboratorium! A co tam się dzieje? Magia, eksperymenty i duża dawka zabawy.

* Wymyślam, znajduję i …robię zadania! W swojej fabryce chodzi o to, by tworzyć. By eksperymentować, jak już napisałam. Możesz więc po prostu siadać i pisać to, co masz docelowo napisać, ale zachęcam Cię do testowania i poszerzania swoich umiejętności. Ja dzięki różnym zadaniom dowiedziałam się, że potrafię pisać fikcję, co więcej, często wkraczam na tereny fantastyki. Dzięki ćwiczeniom możesz najpierw znaleźć swój styl, aby potem go kształować i rozwijać! Zadania możesz wymyślać sama – ile jest przecież w świecie inspiracji! Możesz wymyślać tematy, objętość tekstów, wyznaczać ich strukturę, naśladować ulubionych pisarzy i wiele wiele więcej… Możesz także poszukać w internecie inspiracji!

Inspiracje

*Jeśli jesteśmy przy szukaniu, to możesz również znaleźć sobie partner in crime. Kto wie, może zrodzi się z tego cały words gang? Z pisarskim partnerem możesz wymieniać się doświadczeniami/problemami/sukcesami, nawzajem pilnować się dzwoniąc do fabryk słów, czytać sobie nawzajem teksty, polecać książki, artykuły i generalnie – wspierać się.

* CZYTAJ, CZYTAJ, CZYTAJ! Bez czytania nie ma pisania i dobrze o tym wiesz. Wyrób lub odkurz z kurzu kartę do biblioteki, zajrzyj do sterfy książek, która płacze zapomniana w szafie, popytaj znajomych, odwiedź księgarnie, wybieraj po okładce. Czytaj to, co lubisz i to, czego nie znasz.

*A na koniec… bój się i pisz! A co więcej. Bój się, pisz i dziel się tym! Niewygodne to jak nierozchodzone buty, ale warte, naprawdę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *