Leśne wiedźmy w koronach i z koszami pełnymi poziomek

Ten tekst poświęcę magicznemu weekendowi, który spędziłam uziemiona i wśród gwiazd równocześnie. Dzisiaj nadeszła sobota, którą uznałam za idealny moment na opisanie leśnego kosmosu, ale włączyło się myślenie. Przyszedł umysł. Zaczął pytać czy jestem w stanie opisać wszystkie emocje i nie-rzeczy, które zadziały się we mnie i wokół. Czy jestem w stanie w pełni oddać magię i wdzięczność, którą niosę w sobie. Czy jestem w stanie zainspirować kobiety do odwiedzin tego miejsca. Bo naprawdę wiem, że taka Regeneracja dla Kobiet jest nam potrzebna. W Kowalkowie jednak nie myślalam – wszystko działo się intuicyjnie. Nie wiem czy kiekolwiek przez tak długi czas, bez przerwy, podążałam za sercem i intuicją. Nie wiem kiedy ostatnio byłam tak uziemiona, połączona z Ziemią. Dlatego założyłam utkaną w kwiaty sukienkę, która przyszła do mnie podczas jednej z nocy na sianie i odłożyłam ego. Położyłam je w kącie na biurku i powiedziałam, żeby grzecznie czekało. Pobawimy się potem, bo teraz jest czas, abym pisała prosto z serca. 

Widziałam ją rok temu, jak kwitła. Teraz zobaczyłam kobietę stworzoną z dojrzałych kwiatów, które rozwijają się i pylą. Gdy tylko wyszła nam na powitanie, unoszący się pył przytulił mnie od razu ciepłym pluszem. Widziałam jak emanująca z niej energia osiada na skórze i powoli wchłania się prosto w serducho. W uśmiechu dostrzegłam promienie słońca, a w żyłach płynące żywioły. Przede wszystkim jednak w tamtym momencie nie potrzebowałam pytań, ani odpowiedzi. W zatrzymanej chwili, do której teraz wracam, czułam wypełniający mnie od stóp aż po czubek głowy spokój. Przez weekend w Kowalkowie stałam się polaną, na której tańczył, biorąc za ręke szczęście.

Wróciłam do zakopanych pod ciemną glebą uczuć. Jeszcze mocniej uświadomiłam sobie, że wszystko jest we mnie. Emilia dała mi klucz, a ja znalazłam w sobie furtkę, którą dzięki jej wsparciu mogłam otworzyć.

To, co za furtką

Za furtką czekały leśne wiedźmy, które również trzymały w zaciśniętych dłoniach klucze. Jeszcze z lekkim rumieńcem na twarzy, nieśmiałymi iskierkami w oczach, siedziałyśmy wśród drzew i chłonęłyśmy siłę z ognia. Matka Ogień przemówiła, dała moc, rozgrzała struny głosowe i prosiła, abyśmy mówiły. Otoczyłyśmy ogień swoimi historiami, łzami i śmiechem, a ja wpatrywałam się w wybuchający gorąc. Zapragnęłam z niego czerpać i poczuć to parzące zdecydowanie. Bo to, czego jeszcze mi brakuje, to żarzenie się siłą, kiedy potrzebuję stanąć w swojej obronie.

wieczorne ognisko i krąg

ciepło ognia dawało nam niesamowite wsparcie podczas kręgu

Za furtką czekało na mnie siano, trawiasty puch, dzięki któremu wróciły sny. Ponownie przyszła świadomość nocy, a opuściły mnie napięcia. Rankiem budziłam się szczęśliwa i wolna. Drewniane, ciemne ściany stodoły, w której dopatrywałam się rudych znamion, trzymały nas w bezpiecznej przestrzeni, broniąc przed tymi, którzy chcą zburzyć świat za furtką. Obserwowałam zanurzone we śnie wiedźmy, które w końcu mogły spotkać się same ze sobą pod osłoną gwiazd. Niektóre z nich senna randka w świetle księżyca tak pochłonęła, że budziły się dopiero z naszą pomocą. Tak wiele rzeczy potrzebowało pokazać się po drugiej stronie powiek.

leżenie wśród traw!

Za furtką czekał las. Stopy nie mogły doczekać się, aż uwolnię je z butów, a Matka Natura wypatrywała momentu, aż w końcu zaczerpnę energię z korzeni i złapię ją za rękę. W lesie wróciłam do Wiedźmy, która jest we mnie. Spotkałam się z Tą, która wie. Leśnym duktem podążała ze mną Dzika, która jednym ruchem odgoniła umysł. Podążałyśmy razem, a ja wiedziałam, że nie jestem sama. W lesie znalazłam kolejne puzzle, które wcześniej były wybrakowane i poszarpane. Wyrosły na mojej drodze, a ja miałam wystarczajaco dużo siły, by je zerwać.

leśne detale

Poszłam na spotkanie z brzozą. Przemówiłam do niej i wsłuchałam się w wyszeptane odpowiedzi. Nie rozmawiałam z drzewami od 12 lat. Ostatnio jednak poczułam, że jestem gotowa do nich wrócić. Że tym razem nie będzie to płacz dziewczynki, która nie ma komu się zwierzyć i potrzebuje uciec z domu. Tym razem to głos kobiety, która kwitnie i zapuszcza korzenie. Tak mocne, jak stojącej obok niej brzozy. W lesie spotkałam także inne wiedźmy. Mijałyśmy się, przeplatając swoje ścieżki, tak jak przeplotłyśmy życiowe drogi na weekend w Kowalkowie. Czasem po prostu je czułam – krzyki leśnych kobiet odbijały się o zielone liście, igły i rude pnie. Wiedzialam wtedy, że mam swoje stado sióstr, które jak dzielne wilczyce, potrafią głośno wyć kiedy trzeba. I że jeśli będę potrzebować pomocy, one przybiegną. Niezależnie od tego jak daleko od siebie być może będziemy, one znajdą drogę, by być przy mnie.

ćwiczenie uważności pokazuje naprawdę wiele sosny - siostry

Za furtką czekało siostrzeństwo. Tworzyłyśmy przez weekend leśną wspólnotę. Razem nosiłyśmy talerze, nakładałyśmy sobie nawzajem ciasta, smażyłyśmy naleśniki, sprzątałyśmy stół. Otaczałyśmy jedną, gdy potrzebowała tarczy. Ruszałyśmy w deszczu do lasu, gdy inna potrzebowała ciepła. Otwierałyśmy się na siebie nawzajem, nie znając się może wcale, a może właśnie znając się w inny, magiczny sposób. Łączyłyśmy wspólnie kropki, bo okazywało się, że w koszykach niesiemy często to samo. Karmiłyśmy się poziomkami i przeglądałyśmy w sobie jak w lustrze. Połączyłyśmy się silną więzią jak sosny w odwiedzanym lesie, które korzeniami tworzą wielki system. Wiedziałyś-my, widziałyś-my. Bo jesteśmy wiedź-my.

regeneracja dla kobiet - tuż przed wieczornym kręgiem regeneracja dla kobiet - odpoczynek w ogrodzie

Spotkana przeze mnie brzoza opowiedziała mi o bólu i o tym, że pewne rzeczy po prostu się dzieją. Spojrzałam wtedy na zbliżającą się burzę, a a w środku zobaczyłam wizję upadającego drzewa. Byłam pewna, że chodziło o brozę, przy której stałam. Wieczorem jednak, gdy poddałam się krzykowi i szłam wgłąb lasu, zobaczyłam inną brzozę, powaloną obok ścieżki. Zrozumiałam wtedy, że chodziło o siostrę. O czucie tej drugiej, magiczne połączenie, ale przede wszystkim wsparcie. W miejsce wyrwanych korzeni wbiłam gałąź brzozy, z którą rozmawiałam wcześniej. Aby ta powalona wiedziała, że nie jest sama.

Za furtką czekała wdzięczność. Leśny spacer stał się leśnym wierszem. Emilia dała nam zadanie wypisania 100 rzeczy, za które jesteśmy wdzięczne. Wypisywanie ich na czerwonym kocu w kratę wydawało mi się puste. Chciałam poczuć wszystko, za co dziękuję. W kieszeni schowałam notes z długopisem i poszłam obserwować. Las, polana, ścieżka, mijający mnie ludzie i mijane domy wskazywały palcem lub podsuwały pod sam nos to, za co jestem wdzięczna. Cieszyłam się z brudnych stóp, skakałam z radości na widok dzikiej poziomki, doceniałam ciszę, a później okrzyki rodzinnej imprezy. Wypisanie wdzięczności w ten sposób zamiast w trudność, przerodziło się w jeden z przyjemniejszych spacerów, jaki miałam okazję odbyć. Było także wspaniałą lekcją uważności. I dobrze wiem, że ta wdzięczność będzie się zmieniać. Dlatego wkładam to do wiklinowego koszyka i będę wyjmować, kiedy przyjdzie potrzeba uświadomienia sobie za co w tej chwili jestem wdzięczna.

moja towarzyszka, biedronka Połączenia

Za furtką czekały żywioły. Na czas pobytu wybrałam Ziemię, jednak dlatego, że traktuję ją jako zwieńczenie wszystkich. A przez weekend z odbijającym się w oczach ogniem, ogrzewałam się przy ognisku, aby następnego dnia biegać boso w deszczu, wyciągając szyję i prosząc, aby wszystkie krople lądowały na rękach, policzkach i ustach, chłodząc skórę. Czerpałam z palącego się drewna, widziałam oczyszczającą moc wody, dziękowałam za każdy wdech i wydech, który wprawiał płuca w ruch i podziwiałam magię eteru, którą niejako czułam, będąc w leśnym kosmosie.

Za furtką czekała roskosz podniebienia. Wpatrywały się we mnie babeczki z cukinią, machały naleśniki z puszystą śmietaną i jagodami, o swoim istnieniu przypomniała chałka (!!), a ja na kolanach przepraszałam za to, że zaniedbałam naszą znajomość. Rozkoszowałam się prostym daniem jak jeszcze ciepły, domowy chleb z masłem i wcale nie chciałam powstrzymywać ręki przed sięgnięciem po kolejny kawałek. Kubki smakowe przybijały z brzuchem piątkę, a ja z uważnością jak nigdy, rozpływałam się nad każdym kęsem. Ochy i achy trwały bez końca.  Zamarzyłam, aby stąd nie wyjeżdżać lub zabrać Emilię ze sobą do domu. Choć weekend był pięknie pozbawiony schematu, to plan dnia stanowczo otaczał każdy posiłek. Przemieniłam się w dziewczynkę, która już kładąc się spać nie mogła doczekać się tego, co rano wyląduje u niej na talerzu. I naprawdę, większym grzechem było dla mnie nie zjeść, niż cierpieć z przejedzenia! Roskosz podniebienia dała również obecność kobiet. Stół żył. Nalewałyśmy sobie nawzajem ziół, zup, podawałyśmy miskę z sałatą lub patelnię z ziemniakami i jajkiem. Ozdabiałyśmy zielony obrus światełkami, podpalałyśmy brzoskwiniowe świece, ale przede wszystkim doprawiałyśmy pyszności swoim śmiechem, rozmową i radością, która niosła się pewnie jeszcze daleko poza ogród Emilii. I tylko i wyłącznie ten zestaw jest tym, co mogłabym jeść do końca życia.

Kowalkowe pyszności Regeneracja dla Kobiet - kolacja Wspólny obiad jako prawdziwa celebracja jedzenia

Za furtką czekała czysta, nieograniczona moc. Byłam świadoma każdego skrawka ciała oraz duszy i wiedziałam, że mam wszystko, czego potrzebuję. Odczuwałam pozostałe kobiety i po prostu potrafiłam wyczuć, kiedy potrzebują wsparcia. Nie wiem jak to inaczej określić, jak po prostu to, że je widziałam. Czułam emocje, które w nich są, bo wchodziły we mnie. Czułam niewidzialne korzenie, którymi wszystkie się splotłyśmy. Słyszałam też Matkę Naturę, która mówiła, abyśmy się nie martwiły. Deszcz nie był rozpaczą, a oczyszczeniem. W końcu wszystkie przyjechałyśmy tutaj, aby wrócić do siebie. Wiedziałam także kiedy radość i szczęście złapały spokój za ręce. Byłam wypełniona ciepłym światłem, twarz nosiła za to szeroki uśmiech, który podnosił policzki. Napinałam je jeszcze bardziej, opowiadając jak dobrze się czuję i jak bardzo szczęśliwa jestem, będąc wśród tych kobiet. Radość dawały mi osobne detale i całość, którą tworzyły. Roznosiło mnie od środka, a nieśmiałe iskierki przemieniły się w jasne promienie.

Narodzona w środku moc pozwoliła mi odpuścić i wyłączyć myślenie,  zapalając tym samym światło w pokoju pełnym magii. Dzięki temu odnalazłam w lesie swoją paproć. Dzięki temu usłyszałam i zobaczyłam całą siebie, wylatującą z głebi ciała. Zawsze miałam problem z pewnym głosem, obroną swojego zdania, ze śmiałym krzykiem i swobodą dźwięku, który ze mnie wychodzi. Tym razem, oko w oko z drzewami, puściłam. Krzyk wyszarpał z mojego brzucha, żołądka i jelit to, co trzymałam przez lata. Był gniew, strach, rozpacz, nienawiść. Był silny ból i bezradność, która tyle czasu zaciskała się jak lina na moim gardle. Krzyk bolał i kończył się kaszlem, ale nie mogłam przestać. Szłam coraz głębiej w las, wyrzucając ze środka to, co zdążyło się już we mnie zepsuć. Te wszystkie przeterminowane sprawy sprzed lat, gniły we mnie i nie pozwalały iść dalej. A kiedy w końcu pokazałam im drzwi i kopnęłam w dupę, przyszła radość. Bo usłyszałam krzyki innych kobiet i poczułam ich wsparcie. Wydawane razem dźwięki były dla mnie wspólnym śpiewem, melodyjną rozmową. Komunikowałyśmy się ze sobą, a ja ciesząc się, że mam wokół siebie te wspaniałe wiedźmy, przemieniłam krzyk w wycie pełne szczęścia. Pochłonęłam się w tym bezkresnie i z przyklejonym do twarzy bananem, chodziłam, krzyczałam i czekałam na odpowiedź. Przemieniłam się w lesie w słowiańską Pocahontas. I gdy myślę o tym teraz, to głośno się śmieję, bo zapewne w tym momencie wyglądałam, jakbym całkowicie zwariowała. Ale wiem, że byłam wtedy po prostu uziemiona i blisko siebie jak nigdy.

Piękne zachody słońca w Kowalkowie Regeneracja dla Kobiet - kwiaty

Za furtką czekałam ja. Siedziałam w domu, ogrzewając się przy ogniu. Dzięki pobytowi w Kowalkowie wróciłam do siebie. Wróciłam do wewnętrznego domu. A pisałam ci już jak ważne jest, aby do niego wracać. Tym razem nie musiałam pukać do drzwi, ponieważ były lekko uchylone. Spotkałam siebie, siedzącą pod pluszowym kocem, wpatrującą się w płomienie. Wskazałam sobie miejsce obok i razem okryłyśmy się, mocno przytulając. Położyłam drugiej mnie głowę na ramieniu i wsłuchiwałam we wznoszące się nad drewnem iskry. Włożyłam rękę do kieszeni spódnicy, jednak klucza już tam nie było. Nie był już potrzebny.

No i nasza wspaniała Emilia - prawdziwa Kobieta Lasu!

Podczas pobytu w Kowalkowie czułam ogromną słuszność. I nie mówię już o słuszności tego, co działo się ze mną. To piękna słuszność tego miejsca, a przede wszystkim kobiety, która je stworzyła i tworzy każdego dnia, dla każdej osoby, która tu przyjeżdża. Miałam całkowite zaufanie do tego, co Emilia chce nam zaoferować oraz do tego, że woli żyć bez większego planu. Ufałam jej w każdej decyzji albo w zostaniu w zawieszeniu. Dlaczego? Ponieważ czułam się bezpieczna. Wiedziałam, że jest i nawet nie chodzi o to, że mogłam wpatrywać się w jej brązowe oczy. Przez cały wyjazd miałam pewność, że mogę liczyć na jej wsparcie. Miałam świadomość, że ona wie oraz że ma siłę, by spotkać się ze mną w świecie, w którym ewentualnie się znajdę. A co ważniejsze – aby sprowadzić mnie do siebie. Emanująca z niej empatia oraz intuicja powodowały, że mogłabym pójść w ciemnościach za jej głosem. Bo wiem, że ona jest już na swojej drodze. Teraz po prostu zaprasza na swą ścieżkę inne kobiety.

Dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *