Ruch w ciele – przepływ w duszy

Wierzę, że nosimy w sobie niewidzialny kabelek, a gdzieś w ciele jest też niewidzialna wtyczka. Gdy kabel jest w nią włożony, MY jako całość funkcjonujemy w najlepsze. Spełniamy się, jesteśmy szczęśliwi. Ciało jest swobodne, luźne, pozbawione dolegliwości. Dusza jest za to lekka i jak balon ciągnie w górę głowę, która spokojnie się przewietrza i skupia na chwili obecnej.

Czasami jednak jest inaczej.

Bywa, że kabelek wypadnie z wtyczki. Najwidoczniej nie był włożony dokładnie, a może po prostu po drodze ktoś próbował go wyszarpnąć. A może, celowo lub nie, to byliśmy my. Zdarza się także, że po prostu nagle z jakiś powodów następuje zwarcie, które cholernie piecze i psuje połączenie. W takich sytuacjach nie jesteśmy w stanie określić pojedynczych napięć w ciele, ponieważ cała skóra czuje się zgniatana przez niewidzialnych brutali, głowa puchnie, żołądek się ściska, barki napinają, a my nie potrafimy zebrać kawałków do kupy.

Wtyczka i kabel to magiczne połączenie między ciałem a duszą. Bo tak, wierzę, że jest to połączenie. Wierzę i czuję mocno, od kiedy zaczęłam zmieniać do tego podejście i traktować siebie jako całość. Doświadczenie pokazało mi też, że dbanie jedynie o połowę siebie nie da mi zdrowia. To jakbym w prawej stronie ciała chorowała na niedowład, który spowalnia wysportowaną lewą.

Ciało jest też dla mnie portalem dla duszy, myśli i kreatywności. Jeśli nie dbam o swoje ciało, nie badam go, nie dotykam, nie wsłuchuję się, nie ruszam, to kolejne jego partie zaciskają się, napinają. Portal duszy ściska się tak bardzo, że zamyka się całkowicie. Nie ma szansy na inną drogę ani choć najmniejszy przebłysk. Myśli napotykają wielki korek i nie mogą wyjść poza mnie. A jeżeli potrzebuję uzewnętrzniać to, co dzieje w środku, to szybko puchnę od nazbieranych w głębi planów, marzeń, rozterek, chęci. Jest ich tyle, że przestają się we mnie mieścić, więc uciskają raz w żołądek, raz zaczynają kantem napierać na pośladek, wybijać kość czaszki, próbować wydrapać dziurę w skórze na ramionach, uciekać przez pęcherz lub podważać cebulki włosów. Wszystkie te miejsca zaczynają boleć jeszcze bardziej, a ja mogłabym dniami rozmyślać nad tym dlaczego tak się dzieje. Mogłabym, ale właśnie – za bardzo napieprza mnie głowa.

Dlatego tak fajnie jest dać duszy przepływ. Nie tylko gdy się zakorkuje, ale codziennie.  Jak łykanie witaminy C profilaktycznie.

Gdy ruszam i dotykam ciało, daję mu uwagę, której potrzebuje oraz głos. Słucham go i dowiaduje się co boli, czego potrzeba. Co ważne – mogę mu to dać. A co najważniejsze – często daje mi to niesamowitą radość oraz błogość.

Ruch jest różny i dzięki temu może być prawdziwą ekspresją duszy oraz odpowiedzią na potrzeby. Ruchem może być joga, rozciąganie. Może to być także taniec, bieg, skakanie, leżenie. Idealnym ruchem może być także ruch, którego nie potrafimy jednoznacznie nazwać.

 

 

Przepływ idzie także w drugą stronę – jeżeli dusza gdzieś się zatrzymała, stoi w potrzasku i straciła głos, to nie będzie w stanie się ruszać. Nie będzie pamiętać o ciele ani o tym, że trzeba je stymulować. Zapomni, że płótno bez farby jest jedynie płótnem.

Dlatego też dbamy o wtyczkę. Sprawdzamy spięcia, nie wlewamy do środka wody. Dajemy duszy odpowiednie narzędzia oraz przestrzeń, aby się rozwijać.

 

Dajemy sobie przepływ, nie zaczepiając nogą o kabel, który może się wyrwać.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *